![]() |
| Cerkiew w nieistniejącej wsi Łopienka.
fot. Autor
|
Powojenny czas to najbardziej
dramatyczny okres dla setek tysięcy Rusinów, którzy cierpiąc szykany nie tylko
ze strony władz, ale także ludności polskiej, ograbieni ze wszystkiego co było
dla nich najcenniejsze – ziemi i domów – wypędzeni zostali ze swej ojcowizny i
wywiezieni w bydlęcych wagonach do radzieckich kołchozów daleko w głąb zupełnie
obcego kraju. Schemat przebiegu akcji deportacyjnych zaczerpnięto niewątpliwie
z doświadczeń, licznie reprezentowanego w ówczesnym wojsku polskim NKWD.
Żołnierze otaczali szczelnym kordonem wytypowaną do przesiedlenia wieś, aby nie
dopuścić do ucieczki mieszkańców w głąb gór i jednocześnie zabezpieczyć się
przed atakiem ukraińskiej partyzantki. Przychodzili po ludzi zazwyczaj nad
ranem, kiedy czujność jest uśpiona a
zaskoczenie największe. Ktoś powie, że służby bezpieczeństwa na całym świecie
dokonują w ten sposób aresztowań, dzieje się tak jednak w przypadku najbardziej
niebezpiecznych przestępców, zdrajców i wrogów. Przypominało to kopie schematu
działania sotni UPA, napadających polskie wsie i w gruncie rzeczy
prawdopodobnie tym właśnie miało być. Miało być zemstą, tyle że mniej krwawą. W
większości bezbronnych i zupełnie niewinnych chłopów potraktowano jak
zbrodniarzy, nie dając im najmniejszych szans obrony. Dano im za to kilka
godzin na spakowanie dobytku i opuszczenie domów, następnie wywożono wozami do
najbliższej stacji kolejowej gdzie czekali na podstawienie składów bydlęcych
wyruszających na wschód. Wielu jednak nie zdołało dotrzeć nawet na skraj
własnej wsi. Aktom grabieży towarzyszyło bestialstwo i mordy determinowane
chęcią zemsty. Zbrodniczość wojskowej krucjaty anty ukraińskiej potwierdza
celowe powoływanie do oddziałów deportacyjnych żołnierzy, którzy byli
uciekinierami z Wołynia. Jako naoczni świadkowie ukraińskiego bestialstwa mieli
przenieść go także na łemkowszczyznę i w Bieszczady. Aresztowano i wywożono w
pierwszej kolejności działaczy organizacji społecznych oraz księży i
dostojników kościoła greckokatolickiego, próbując wcześniej nakłonić ich do
współpracy.
Ten etap pacyfikacji trwał do początków sierpnia 1946 roku[1]. W czasie tym wyrzucono z Polski 260 tysięcy Ukraińców[2], co razem z wcześniejszym, dobrowolny etapem akcji daje łączną liczbę ok. 480 tysięcy przesiedlonych na wschód – wg oczywiście oficjalnych statystyk. Wobec liczby 505 647 osób narodowości ukraińskiej[3], zamieszkujących powojenne tereny na zachód od linii Curzona, dawałoby to zadziwiającą, dziewięćdziesięcio pięcio procentową skuteczność od początku przesiedleń.
Ten etap pacyfikacji trwał do początków sierpnia 1946 roku[1]. W czasie tym wyrzucono z Polski 260 tysięcy Ukraińców[2], co razem z wcześniejszym, dobrowolny etapem akcji daje łączną liczbę ok. 480 tysięcy przesiedlonych na wschód – wg oczywiście oficjalnych statystyk. Wobec liczby 505 647 osób narodowości ukraińskiej[3], zamieszkujących powojenne tereny na zachód od linii Curzona, dawałoby to zadziwiającą, dziewięćdziesięcio pięcio procentową skuteczność od początku przesiedleń.
Liczby te jednak okazały się w
pewnej swej części mocno przeszacowane. Być może już wtedy zaczął kiełkować
wśród komunistów zwyczaj „podkręcania” statystyk dla podkreślenia swoich zasług
– wszak z ponad 90% statystyką (frekwencja wyborcza, głosy „za” przewodnią rolą
partii, wydajność pracy itd.) Polacy będą mieli styczność w nadchodzącym
półwieczu jeszcze wielokrotnie. Jednakże
niedokładność w rachunkach spowodowana była w głównej mierze niedocenieniem
determinacji pozostania na ojcowiźnie samych – jak się okazało niedoszłych – wysiedleńców. Część z nich uciekła przed deportacjami w
góry, chroniąc się w lesie, wspomagani zapewne przez partyzantkę UPA. Wielu
przekraczało granicę Czechosłowacką szukając schronienia u swych pobratymców po
południowej stronie Karpat, aby po przejściu oddziałów Wojska Polskiego
powrócić do opuszczonych wiosek. Z kolei części z rzeczywiście
wysiedlonych udało się powrócić jako
repatrianci ze wschodu, podając się za Polaków. W efekcie w drugiej połowie
1946 roku, w południowo - wschodnich powiatach znalazło się z powrotem przeszło
100 tysięcy Ukraińców[4]
, o czym nawet władze lokalne zdawały się nie wiedzieć. Zbliżająca się akcja
„Wisła” nastawiona była początkowo na wysiedlenie „niedobitków” ludności
pochodzenia ukraińskiego w liczbie nie większej niż 15 – 20 tysięcy. Szacunki
te z czasem rosły aż w momencie jej rozpoczęcia osiągnęły liczbę ok.
74 000. Świadczy to dobitnie o kompletnym braku rozeznania w prawdziwej sytuacji na wysiedlanych
terenach. Liczba ta okazała się w rzeczywistości dwukrotnie większa.
![]() |
| Nieistniejąca wieś Przybyszów - trzy godziny czerwonym od Komańczy...
fot.Autor
|
![]() |
| ... w 1938 roku liczyła 60 gospodarstw.
Mapa WIG, arkusz Lesko, Warszawa 1938
|













