Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BESKID ŚLĄSKI. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą BESKID ŚLĄSKI. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 stycznia 2019

Gdzie jest prawda o Głównym Szlaku Karpackim?




Pewnego dnia moja skrzynka wypluła wiadomość zawierającą proste, aczkolwiek z gruntu niepokojące pytanie. Jej autorem był Pan Czarek, zupełnie obcy mi człowiek, którego istnienia do tej pory nawet nie podejrzewałem, naiwnie łudząc się, że jestem jedyną na tej planecie istotą, zajmującą się historią turystyki beskidzkiej. Nagle okazało się, że są jeszcze inni, myślący o podobnych problemach co ja człekokształtni, w dodatku bardziej wnikliwi. Pytanie brzmiało: „Gdzie kończył się Główny Szlak Karpacki?”
W pakiecie Pan Czarek poruszył jeszcze drugą kwestię dotyczącą niezrozumiałego barku informacji o przebiegu szlaku pomiędzy Nową Wsią a Przełęczą Dukielską. Ten widmowy odcinek miał ok. 13 kilometrów i w żadnych źródłach nie został wykazany. Wątpliwości autora dotyczyły zatem przynajmniej 25 kilometrów niezgodności pomiędzy deklaracjami twórców szlaku, a dostępną dokumentacją, tego rzekomo ukończonego dzieła.
Koniec Głównego Szlaku Karpackiego - Pop Iwan czarnohorski
fot. Autor

Te dwa zasadnicze pytania były dla mnie na tyle alarmujące, że zmusiły do zdania sobie sprawy nie tyle z własnej niewiedzy, ale  - co jeszcze chyba gorsze - z zaniechania dążenia do odpowiedzi. Kiedy kilka lat temu kończyłem rozprawiać się z tematem Głównego Szlaku Karpackiego wiedziałem, że nie przeniknąłem wszystkich niuansów jego historii, odkładając głębszą dociekliwość na później z powodów, które akurat tutaj są zupełnie nieistotne. Zostawiłem kilka pytań bez odpowiedzi, więc kiedy wypłynęły na powierzchnię za sprawą Pana Czarka, nie mogłem się do nich nie odnieść. Były trochę jak dowody zbrodni ujawnione po latach.

Wiedziony niepokojem zacząłem głębiej wgryzać się w archiwalną materię i dosyć szybko przekonałem się, że rozbieżności  w przebiegu szlaku pomiędzy oficjalną wersją działaczy P.T.T., a stanem faktycznym w terenie, były znacznie większe. Stało się dla mnie jasne, że w 1935 roku, kiedy szumnie i z patosem ogłaszano ukończenie Głównego Szlaku Karpackiego, przynajmniej 160 kilometrów tego szlaku nie było jeszcze gotowe, a kolejnych 25 miało przebieg niejasny. To wystarczająco duże "dziury", aby wykluczyć pomyłkę, a zacząć domniemywać propagandowe oszustwo.

Chciałbym tutaj naświetlić swoją wersję historii. Oczywiście będzie to wersja subiektywna i w dużej mierze oparta na poszlakach, za co pewnie zostanę przez niektórych skarcony. Ale skoro przez tyle lat nikt nie próbował naświetlić tej rysy na szkle, czas najwyższy to zrobić.


czwartek, 20 października 2016

GÓRALE POLSCY. Początki osadnictwa w polskich Beskidach Zachodnich


Zdaję sobie sprawę, że historia ludzkiej egzystencji, nawet w bardzo skonkretyzowanej postaci nie jest dla większości ludzi tematem chwytliwym i z pewnością nie przysporzy temu blogowi tłumu czytelników. Wychodzę jednak z założenia, że pominięcie jej przy opisie krajoznawczym jakiejkolwiek krainy, w której żyją ludzie, jest rodzajem upośledzenia. To właśnie ludzie kształtują charakter i wygląd ziemi na której gospodarują, eksploatując ją i przekształcając od stuleci. Krajobraz, który oglądamy wędrując naszymi Beskidami jest w większości bezpośrednim lub pośrednim efektem działalności człowieka. Dlatego też opowieść o górach bez opowieści o człowieku byłaby zwyczajnym przekłamaniem. Postaram się jednak, żeby była jak najbardziej zwięzła i czytelna.
Czy to się uda? Zobaczymy.



Krajobraz przekształcony przez człowieka prawie 1000 m n.p.m.
Szałasy na gorczańskiej Polanie Podskały.
fot. Autor


Współcześni badacze dziejów nie pozostają zasadniczo zgodni co do daty, w której umieścić należy początek zorganizowanego osadnictwa po polskiej stronie Karpackiego łuku. Brzemienne w późniejsze powstanie bogatej mozaiki kultury góralskiej okazało się zainicjowanie akcji osadniczej u podnóża polskich gór, inspirowanej początkowo przez administrację książęcą, później zaś zarówno królewską jak i właścicieli ziemskich już od wieku XIII. Miała ona na celu wzmocnienie obrony oraz szeroko rozumiany rozwój stosunków gospodarczych południowego pogranicza naszych ziem. Dotyczy to praktycznie całego obszaru karpackiego łuku leżącego ówcześnie w granicach ziem polskich od Pogórza Cieszyńskiego po Czarnohorę, z tym zastrzeżeniem, że Beskidy Śląska i Małopolski kolonizowane były wcześniej i początkowo z większą intensywnością.


TUTAJ inne artykuły o ludziach Beskidu


Podhale

Jednym z ważniejszych pozostaje wydarzenie z 1234 roku, kiedy to ówczesny książę krakowski Henryk Brodaty ustanowił dla wojewody krakowskiego Teodora Cedro z rodu Gryfitów (nazwę rodu wywodzi się od herbu Gryf) przywilej zorganizowania akcji osadniczej na niezagospodarowanych dotychczas, dzikich terenach karpackich. Poza niewątpliwymi walorami ekonomicznymi miała ona wzmocnić obronność tych ziem i zabezpieczyć je przed coraz łakomiej patrzącymi w tę stronę wojowniczymi plemionami tatarskimi oraz Węgrami. Wojewoda postanowił powierzyć to zadanie najlepszym wtedy specjalistom od gospodarki rolnej i rzemiosła, katolickiemu zakonowi cystersów z Brzeźnicy (dzisiejszy Jędrzejów), który z dobrym skutkiem gospodarował na polskich nizinach już od połowy XII w. Ufundowany przez Cedro klasztor wraz z kościołem postanowiono zlokalizować w Ludźmierzu na południe od przełęczy Sieniawskiej. Prowadził przez nią dawny trakt handlowy na Węgry, tuż obok osady zwanej Stare Cło, przypuszczalnie istniejącej już wcześniej (najstarsza wzmianka archiwalna pochodzi z 1233 roku) w miejscu dzisiejszego Nowego Targu. Budowę klasztoru ukończono w 1238 roku, lecz niezbyt długo cieszył się on sławą gospodarczego centrum regionu. Już w roku 1244 zakonnicy przenieśli się do Szczyrzyca i stamtąd zawiadywali swoimi ziemiami przez prawie cały następny wiek.
Jednakże, z całym szacunkiem dla gospodarczych osiągnięć zakonnych braci, z pewnością nie mogą się oni poszczycić mianem pionierów osadnictwa podhalańskiego. Owszem, benedyktyńskie porządki rozwinęły tutejszą gospodarkę, ale nie one były jej awangardą. Zapewne już w XII wieku istniały na tym terenie śródleśne, sezonowe osady smolarzy, drwali bądź zbieraczy runa, które z biegiem czasu przekształcały się w stałe siedziby ludzkie, dając prawdziwy początek tutejszemu gospodarowaniu. I choć przekazy piśmiennicze dostarczają niewielu świadectw ich istnienia, trudno wierzyć, że kompleksy leśne tak bogate w zasoby naturalne, nie były w żaden sposób przez człowieka penetrowane przed przybyciem zakonników. Cystersom natomiast oddać trzeba, że wprowadzili na te tereny zorganizowaną gospodarkę, nowoczesne w owym czasie rolnictwo i rzemiosło, zalążki administracji państwowej, a nade wszystko nowych osadników, którzy stali się podwaliną nowego tworu kulturowego – góralszczyzny, we wcześniejszych dziejach polski nie znajdującego precedensu.
Przed ufundowaniem opactwa w Ludźmierzu wymieniona już wcześniej osada Stare Cło funkcjonowała najprawdopodobniej jako komora celna na szlaku prowadzącym z Węgier. Kiedy dokładnie powstała – trudno dzisiaj stwierdzić. Wiadomo tyko tyle, że musiało to być przed rokiem 1233. Oprócz niej historycy dopatrują się istnienia w tamtym czasie także niewielkiej warowni w Szaflarach, która służyła obronie szlaku i komory w Starym Cle. Widać zatem, że braciszkowie z Jędrzejowa nie sprowadzili się na ziemie zupełnie dziewiczą, lecz wymagającą gruntownego wzmocnienia i organizacji gospodarczej. Kolejnymi lokacjami założonymi jeszcze w XIII w. przez cystersów były Krauszów, Rogoźnik i Ostrowsko – choć ten drugi posądzany jest niekiedy o jeszcze wcześniejszy rodowód. Wśród najstarszych osad tego regionu wymienia się także Długopole założone w 1327 roku oraz Dębno, którego pierwszy kościół wzmiankowany był już w roku 1335.


Kolebka kolonizacji Podhala - widły Czarnego i Białego Dunajca.
Czerwona strzałka zaznacza najbardziej prawdopodobną lokalizację Starego Cła (dzisiejsze nowotarskie osiedle Bereki).


piątek, 29 stycznia 2016

Ustroń - Korbielów. Kronika



MAPKA USTROŃ - PRZYSŁOP

MAPKA PRZYSŁOP - KORBIELÓW

Pomysł na wędrówkę zasadniczo był prosty. Rozpocząć pokonywanie Głównego Szlaku Beskidzkiego od strony zachodniej (w Ustroniu, zgodnie z chronologią jego wyznakowania) i w ciągu tygodnia przejść bliżej nieokreślony dystans. Hasło przewodnie brzmiało: „BEZ POŚPIECHU”.
Przyjęcie takiego założenia podyktowane było kilkoma względami. Przede wszystkim nie dawał spokoju stan naszej kondycji. Życie mieszczucha przemieszczającego się wyłącznie samochodem rozmiękczyło przez ostatnie pół roku mnie i moją lepszą połówkę zupełnie. Pojedyncze wypady w góry były tylko krótkimi przerywnikami w leniwej rozpuście, jaka nas w tym czasie dopadła. Przejście czerwonego miało być przełamaniem, nowym początkiem i powrotem do dobrych nawyków. Zbytni pośpiech mógłby nas zniechęcić. Poza tym była to nasza pierwsza od wielu lat wędrówka kilkudniowa i lekkie obawy, że porywamy się z motyką na słońce dały o sobie znać.
Postanowiliśmy więc – dla zaspokojenia naszej próżności – że wytłumaczeniem żółwiego tempa tej wędrówki będzie chęć pełnego nacieszenia się górami i spokojnego wchłaniania ich klimatu, bez spoglądania na zegarek i liczenia kilometrów. Tak też się stało.
Na starcie w Ustroniu zameldowaliśmy się tuż przed 11 rano, po około sześciogodzinnej podróży z Niepołomic via Kraków i Katowice. Pomyśleć, że w tym czasie moglibyśmy dolecieć na drugi koniec Europy. Nasze PKP apogeum świetności mają jednak dawno już za sobą, stąd przejazd około 90 kilometrów z Katowic do Ustronia trwa przeszło 3 godziny. Szybkie przeliczenie średniej prędkości pozbawiło jakichkolwiek złudzeń co do przyszłości naszych kolei. Polskie pociągi mogą konkurować jedynie z XVIII wiecznym dyliżansem. A może PKP stając frontem do klienta dostosowało się w ten sposób do hasła przewodniego naszej wędrówki?
Tak czy inaczej zdjęcie niepozornego szlakowskazu z biało-czerwonym kółkiem oznaczającym początek Głównego Szlaku Beskidzkiego, zapisało się - w pamięci aparatu i naszej - 20 maja 2012 r. o godzinie 10:49. Dla nas chwila wyjątkowa, bo wyznaczająca początek przygody i obietnicę wypełnienia jednego z ważniejszych dla nas górskich zamierzeń. Przejście najdłuższego w Polsce szlaku pieszego stało się od tego momentu priorytetem. Rękawica została rzucona.



Historia zaczęła się w Ustroniu.
fot. Autor


piątek, 22 stycznia 2016

Bór górnoreglowy - schyłek dominacji świerka.


Piętro regla górnego to zbiorowisko roślinności, którego w Beskidach szukać należy na wysokości powyżej 1150 m. Nie odnajdziemy go zatem w Beskidzie Niskim w ogóle, a w Beskidzie Śląskim zajmować będzie jedynie najwyższe partie grzbietowe pomiędzy Baranią Górą i Skrzycznem. O dziwo, na próżno przyjdzie nam go szukać również w Bieszczadach, gdzie lasy urywają się nagle na górnej granicy regla dolnego, a wyżej są już tylko rozległe murawy połonin o charakterze zbliżonym do piętra alpejskiego.


Gniazdo Tarnicy i Halicza.
Góry bez regla górnego. Las świerkowy ustąpił miejsca dolnoreglowej buczynie karpackiej.

fot. Autor

Najwyższy zasięg jego występowania znajduje się na cieplejszych, południowo – zachodnich krańcach Beskidów, na stokach góry Stoch (1653). (Co prawda Stocha zalicza się już do Gór Czywczyńskich, ale zamyka on od południa całe pasmo Beskidów stanowiąc zwornik między tymi dwoma grupami górskimi. To właśnie tutaj kończył się - lub zaczynał - przedwojenny Główny Szlak Karpacki). W tym rejonie regiel górny zajmuje stoki aż do wysokości ok. 1670 m n.p.m. W Czarnohorze  jego zasięg to od 1450 do 1560 m n.p.m[1]. Podobnie rzecz ma się w na grzbietach Babiej Góry i Pilska gdzie wysokość ta wyniesie ok 1400 m. Trzeba też pamiętać o ogólnej zasadzie, wspólnej dla całych Beskidów, że granica między reglem dolnym i górnym przebiega na stokach północnych znacznie niżej niż na południowych.
Babia Góra.
Świerki górnoreglowe docierają tu najwyżej w całych polskich Beskidach.

fot. Autor